Zaraza na etno

Listopad30

Istnienie takich sklepów jak Zara, Bershka czy Stradivarius dotarło do mnie dość późno. Późno i jak pamiętam wówczas dotkliwie. Cóż… mieszkając na zadupiu człowiek zajęty pracą z której do domu wraca zawsze, ale to zawsze samochodem i nie rozgląda się na prawo i lewo może przez kilka lat przeoczyć nowe zakupowe przybytki. Tak z perspektywy czasu pamiętam, że moja znajomość ciuchowych marek zatrzymała się gdzieś na ekspansji sieci Big Star i Diverse. Jakkolwiek wówczas, te kilkanaście lat temu mogłam sporo dla siebie w rzeczonym sklepie z gwiazdką znaleźć, tak teraz nie zdarza mi się tam zaglądać. Niemniej nie rozglądałam się raczej za markami – jeśli tak można te sklepy nazwać. Może to kwestia przekonania że i tak nic tam dla siebie nie znajdę i lepiej szperać w lumpeksach. Gdzieś tam wiadomo majaczyło mi H&M, Reserved czy inne Carry, ale żeby chociaż raz spróbować skompletować tam na mnie ciuchy… Nie, nic z tego. O tym, że nie wiem nic, o tym że dla niektórych ludzi wyglądam jak półtora nieszczęścia z racji braku metki na ubraniu przekonałam się boleśnie dość – przynajmniej tak to pamiętam – wyjątkowo wracając do domu komunikacją miejską. Wiecie, jak się między ludźmi nie przebywa można się zatracić. Zatracić w nakreślaniu linii dlaczego nie chce się tam przebywać. Wracając więc kiedyś tramwajem pośród dziewczyn obładowanymi torbami z sieciówek z logo Zary, Bershki, Stradivariusa uświadomiłam sobie, że ja właściwie nie wiem co to za sklepy i czego się tam spodziewać. Że nie nadążam i nie ogarniam mainstreamowej papki. Owszem Zara gdzieś mi kiedyś mignęła w garderobie R, no i w sumie tyle. Tak jak już prowadząc bloga, bardziej polując na rzeczy na Allegro, wyrobiłam sobie stereotypową opinię że to nie jest sklep dla mnie. No może dla bardziej poważnych kobiet w średnim wieku, ale na pewno do odbiorców asortymentu się nie zaliczam. Poza tym – pewnie jak każdy bloger – chciałoby się być tak bardzo, bardzo „alternative”.
Zaraza na etno 01

O tym że świat się zmienił, wspomniałam późnym latem. Cały dookoła, nie tylko ten mój (BTW wywrócony na przestrzeni ostatnich kilku lat wielokrotnie do góry nogami). Przyzwyczaiłam się już do letnich kolekcji sieciówek nawiązujących do hippie/boho. Good for me – jak mówię, łatwiej będzie mi coś dla siebie wyłapać. Jakkolwiek bardziej spodziewam się po H&M właśnie z letnich kolekcji maxi sukienek czegoś w moim etno klimacie, jesienią bardziej basicowych rzeczy, może w Diverse od czasu do czasu jakaś kolorowa kiecka się pojawi, tak mimo wszystko Zara nadal wydaje mi się kierowana do innego odbiorcy. Mimo zalewu aukcji etno biżuterią z takową metką.
Zaraza na etno 02

Na sukienkę trafiłam przeglądając masę innych zdjęć, opisów, aukcji. Fakt, dobrze otagowana była, bo inaczej nie zajrzałabym do tej kategorii. Z zakupem „zwykłych” sukienek przez internet dałam sobie spokój szybko, za sprawą i z pomocą wypiętych, spalonych na skwareczkę modelek. Tym bardziej oglądając na jednym z facebookowych profili potem real-foto tych ciuszków, nie podrasowane przy obróbce. Szukanie czegoś z kategorii etno-elegancji z sieciówkową metką nawet nie przeszło mi przez głowę. Chociaż jak pomyślę, czy przypadkiem linia Trafaluc nie miała być taka bardziej boho w założeniu? Jak LOGG w H&M jako ciuchy basicowe? Whatever… Ważne że rozmiar na mnie pasuje i strzał był w dziesiątkę. Jak klasyczne szpilki które czasem mogą być mi potrzebne.
Zaraza na etno 03

Skoro już mówimy o strzałach w ostatnim miesiącu zaliczyłam aż dwa. W jednym dniu w dodatku. Dawno tak negatywnie nie oberwałam. Dawno. Wolę skupić się na tym drugim żeby nic mi go tym razem nie przysłoniło. To również strzał w dziesiątkę. Na moje urodziny R skompletował dla mnie/nas wyposażenie studia. Do wcześniej posiadanych lamp oświetleniowych dołączył zestaw kilku teł z montażem, wielka srebrna blenda i softbox. No to teraz wio. Fotki na bloga w sukience z Zarazy robione o trzeciej nad ranem. Światło? Przecież jest światło ;)
Zaraza na etno 04

Zaraza na etno 05

Zaraza na etno 06

Zaraza na etno 07

Pierwsza krew

Listopad26

Pierwsza krew 01

Zawsze coś zdarza się po raz pierwszy. Zawsze. Możemy robić dziesiątki rzeczy w swoim życiu, brać udział w tysiącach zdarzeń, przypadków, zbiegów okoliczności ale zawsze coś pozostaje. Coś, co jeszcze do tej pory nam się nie zdarzyło.
Pierwsza krew 02

Nie pamiętam nawet kiedy zaczęłam używać kolorowej szminki. Zupełnie. Choć jak dziś widzę przed oczami moment kiedy to bardziej zaczęłam malować twarz. Tak, całą. Nie jak do tej pory kreskę na oku. Pełny mejkap, jakby to niektórzy powiedzieli, taki w jakim należy chodzić na rozmowy w sprawie pracy aby dobrze się zaprezentować. Zajęło mi to kilka dobrych lat. Samoświadomość w ubiorze. A i nie zawsze. Użycie pudru a potem różu. „Skórzane” spodnie którym kobieco robi oversize’owy swetr.
Pierwsza krew 03

I czerwienista szminka w kolorze „Poppy red”. Jak pierwsza krew.
Pierwsza krew 04

Pierwsza krew 05

Pierwsza krew 06

Pierwsza krew 07

Pierwsza krew 08

Przytul(m)nie

Listopad19

Jedną z zalet coraz zimniejszych dni jest możliwość noszenia futerka. Jak każdej wiewiórce i kotkowi przystało. Rzecz jasna że moje futerko jest jak ja w pełni wegetariańskie. Futerkiem jest li tylko z nazwy. Niemniej nosząc je czuję się jakby cały świat otulał się ciepłym kokonem. Mimo coraz niższej temperatury i mimo spowijających ulice szarości. Czuję się w mieście naprawdę przytulnie.
Przytul(m)nie 01

Przytul(m)nie 02 Przytul(m)nie 03

Przytul(m)nie 04

Przytul(m)nie 05

Przytul(m)nie 06

Przytul(m)nie 07

Splot faktur

Listopad8

Nie myślałam nigdy o ubiorze w ten sposób – przyznam szczerze. Faktury, mięsistość materiału, grubość splotu, połysk. Nie. Zaprzeczam kręcąc głową. To dobre w marketingu, na stronach ciuchów z sieciówek, pośród poetyckich opisów sukienek z wytłaczanym wzorem, tkanin w trójwymiarze. I nawet nie starałam się pomyśleć o tym mniej dosłownie. Abstrahując od widzianych wcześniej form. Że to nie tylko wypukły wzorek w różyczki, że przecież grubość poszczególnych ubrań z zestawu też ma znaczenie. Wyczulił mnie na to przypadek. Czysty. Chciałoby się powiedzieć – jak zwykle.
Splot faktur 01

Do tej pory myślałam tylko o kolorach. O ustalonych paletach barw. Tutaj brązo-czerwienio-fiolety (choć nie pasują mi wcale niektóre z fioletów i większość czerwieni), tam zestaw w kolorach ziemi, musztardowy z kobaltem, „zaszarowanie” jako całość samo w sobie… Dodanie do tego kolejnego czynnika, to już zbyt wiele. Stanowczo, jak na moją osobę. Niby gdzieś intuicyjnie wiedziałam, że grube ubrania zimowe nie łączą się z zwiewnymi lnami. Niby z szczenięcej przekory łączyłam kiedyś ciężkie sznurowane buty z lekką, balową wręcz sukienką. No niby.
Splot faktur 02
Intuicja i gotowe wyniesione z subkultur wzorce to jedno. A pełna świadomość tego co się robi – drugie. Nawet jeżeli to pierwsze działa całkiem nieźle, tylko raz na ileś przypadków zawiedzie. Powinnam więc wiedzieć że do „skórzanych” spodni gruby sweter będzie w porządku, a przynajmniej gdzieś w archiwalnych obrazach mnie w swojej głowie odtworzyć. Przypadek czysty – jak mówię. Przypadek który spadł mi na twarz podczas sprzątania bałaganu w „garderobie”. Dawno już zapomniany zielony sweter który planowałam wyrzucić. Bo za gruby splot jak dla mnie miał. Zbyt mięsisty i bury. I niby zbyt nijaki w wyrazie.
Splot faktur 03
Jak ostatni kawałek wizerunkowej układanki w komplecie do czarnych spodni i – o zgrozo! – pozornie niepasujących brązowych skórzanych butów.
Splot faktur 04

Jesienne kwitnienie

Listopad5

Dopadło mnie i raczej prędko nie puści. Skutek, raczej do przewidzenia ciągłego stresu, życia w biegu, zbyt długich godzin pracy i chłodnych wieczorów. Choć to ostatnie wpływ na mnie miało pomniejszy – w mieszkaniu ze względu na zwierzęta tropiki, z pracy w godzinach prawie-że-nocnych wracałam samochodem, tak żebym się komunikacją miejską nie musiała przemieszczać, marznąć na przystankach i spędzać kawał czasu w tramwaju. Tak wygodniej, szybciej i prościej. Gadanie i prawdy oczywiste. Rozłożyły mnie na łopatki zmęczenie, niedospane noce, zmiana temperatury. No i coś jeszcze. Teraz odpoczywam.
Jesienne kwitnienie 01

Śpię do południa, czytam książki, kwitnę przed komputerem.
Jesienne kwitnienie 02

« Older Entries










Akcja: Nie kradnij zdjęć!


adopt your own virtual pet!