Under my (eco) skin

Kwiecień7

Under my (eco) skin 01

Z kurtką Wittchena zdążyłam się zaprzyjaźnić. Bardzo. Mimo całych wczesnych obaw o powroty do zamkniętych za sobą rozdziałów i dawno zapomnianych ciuchów. Do tego stopnia że to właśnie pod dyktando kurtki dobieram całą resztę. Czy będzie pasować, jak będzie razem wyglądać, czy długości i styl są ok. I czy jest odpowiednio post-apo?
Under my (eco) skin 02

Tak, bo i taki styl chodzi mi po głowie.
Under my (eco) skin 03

Z dredami jest dużo łatwiej. O wiele. Z odpowiednim doborem reszty jest agresywnie i alternatywnie. Tak jak z definicji jest też etno, bez w zasadzie większych starań. Ba, wiele nawet modelek z nurtu „alternative” które niegdyś podglądałam na maxmodelsach miało na zdjęciach dredy, dredloki lub dopinki. Wow, sporo bym wtedy wysiłku włożyła żebym mogła z nimi umówić się na sesję.
Under my (eco) skin 04

Ale… modelek nie ma, jestem tylko ja – i to jest to z czego mogę korzystać.
Under my (eco) skin 05

Bez umiaru właściwie, bez żadnych ograniczeń. Kurczę miał być bardziej filozofujący wpis, ale to może następnym razem. Nie dziś.
Under my (eco) skin 06

Dziś chciałabym wyglądać jak milion dolarów ;)

Regres

Marzec29

Regres 01

Łapię się na tym że zaczynam wracać do różnych ubrań z którymi rozstawałam się lata temu. I jeszcze gdyby to były ciuszki upchnięte na dnie szafy i czekające na swoją okazję. No ale nie. Dredy pod postacią syntetycznych ręcznie kręconych dredloków na dość dobre wróciły. Tak bardzo że kombinuję jak by tu mieć je jak najdłużej nie wywołując przy tym wojen domowych i cichych dni. Na razie daję radkę.
Regres 02

„Wróciła” też ramoneska. W co prawda nowej wersji, ale gdzieś już kiedyś miałam taką kurtkę. Lata temu. Pomijając że była na mnie zbyt duża, bo te naście lat temu niemożliwością było kupić właściwy mi rozmiar – wcale nie sprawiała że czułam się kobieco i fajnie. No fajnie to może było na początku, na fali ograniczania się w ramach subkultur z których się „wywodzę”, wmawiania sobie jak powinnam się ubierać żeby być „true”.
Regres 03

W zasadzie powinnam była dać sobie spokój. No bo jak to tak. Raz, że ramoneski były ostatnio dość modne. Oczywiście jak zwykle moja reakcja jest o kilka miesięcy spóźniona. Jak zawsze. Jak z rurkami, z botkami i ogólnie z wszystkim. Nic, to. Przecież zakładam że u mnie to nie będzie ciuch na chwilę. Gdzieś tam kłóci mi się to z dążeniem od kilku lat żeby wyglądać bardziej kobieco, i jakoś jak sięgam pamięcią wcale, a wcale ten typ kurtki z wyglądaniem bardziej intrygująco i atrakcyjnie mi się nie kojarzy. Ani to jak wyglądałam i jakie kupowałam rzeczy wówczas. Jakbym sama chciała się ukarać chodząc w bezkształtnych wojskowych spodniach, w przemieszaniu z lepszymi momentami w indyjskich sukienkach. Zostawiłam to gdzieś za sobą kilka lat wstecz. A teraz znowu. Tym razem na fali wysypu tych kurtek we wszelkich sklepach. W odpowiednio dobranym rozmiarze i bardzo pasującym mi kolorze. Lepiej, zdecydowanie, mimo złych skojarzeń. Wystarczy na ostatnie zdjęcia popatrzeć ;)
Regres 04

Regres 05

I żeby było jeszcze milej – kurtka została zakupiona w bardzo znienawidzonym w ciągu ostatnich miesięcy sklepie Wittchen. I wcale nie obawiam się, że ktoś mnie posądzi o wyszarpywanie sobie kilku par torebek tej marki z koszyka w dyskoncie spożywczym. Nie popadajmy w paranoję.

Same nowinki

Marzec23

Same nowinki 02

Jak tak na siebie patrzę. No ok, spodnie już tu na zdjęciach były. I indyjski szal. Cała reszta ma premierę. Na zdjęciach pierwszy raz. Jak ja dzisiaj do pracy po kilkudniowej wymuszonej stanem zdrowia przerwie. Nie lubię jak mnie długo nie ma i nie wiem co się tam dzieje. Po kilku dniach setki maili na służbowej skrzynce. Whatever.
Same nowinki 01

Przyznam że kwitnąc w domu z zapaleniem krtani się nieco stęskniłam za całym moim działem. Zdecydowanie starzeję się. Bo z tym, że jestem trybikiem w machinie korpo już się kiedyś zdążyłam pogodzić. Nie ma miejsca na bunty i tupanie nóżką. Nie ma po co.
Same nowinki 03

I patrząc na siebie nawet mi się taka wersja „elegantszej” mnie podoba. W całości. Z czarną marynarką, naszyjnikiem przywiezionym niegdyś z wyprawy w Himalaje i dredami. Tak mogłoby być.
Same nowinki 04

Same nowinki 05

Same nowinki 06

Paradise Circus

Marzec7

Paradise Circus 01

Dom wariatów, mówię wam. Prawdziwy. Nie dość że moje mieszkanie w tygodniu wygląda jak po armagedonie i przejściu huraganu, to i w życiu ogólnie tak musiałam się przez miniony miesiąc z głupotą innych i złośliwością zmagać. No bo jak inaczej to co się w moim życiu zadziało nazwać. Mogłabym kląć i bluźnić w poczuciu bezsilności. Ale nie. Zróbmy sobie dobrze – mówi do mnie R.
Paradise Circus 02

Dodajemy więc kilka niepotrzebnych rzeczy do małego i, i tak już zagraconego, jak niektórzy twierdzą mieszkania. Będzie jeszcze trochę – już mam w planach. Zaszywam się w sypialni jak w dziupli z komputerem na kolanach. Mruczę pod nosem, planuję. Zaklinam. Na szczęście nie rzeczywistość, mierzę się z tym co naprawdę jest. W ramach wprawy, poszeptuję pod nosem, z intencją że mi się ziści. A może kiedyś. Stawiam przede mną i R taki cel. Wariactwo. Ale czemu by nie, skoro oboje nas drażni wchodzenie w społeczne schematy. Mówię do niego „nie cudzołóż” – konkubinat to przecie grzech. Zwłaszcza że w naszym wieku, mając stałą pracę oboje powinniśmy się zdecydować na coś i określić. Zalegalizować nas, co kojarzy mi się jedynie z znaturalizować z „Seksmisji”. Za kastrację w związku jednak podziękuję, przecież jestem legalna.
Paradise Circus 03

W ramach „przedpremiery” Cypisek, który wpycha mi się do łóżka. To chyba w zastępstwie za chrystusa, którego nie zaprosiliśmy do naszej relacji, między nas. Mi smarkający kot naprawdę wystarczy.
Paradise Circus 04

Go green

Marzec4

Zawsze miałam ten „problem” że niewiele było mi trzeba do mieszkania. Ot, łóżko czy materac, trochę przestrzeni, mnóstwo spersonalizowanych drobiazgów. Pierwsze wnętrza o jakich myślałam – jeszcze ucząc się projektowania we WSAiS – zakładały tylko łóżko, huśtawkę na środku i część przeznaczoną na pracownię zastawioną płótnami i sztalugami. Jak wielu studentów nie zważa na wiele rzeczy, liczy się tylko zabawa, pasja, przyjaciele i inne górnolotne frazesy. Ale ponoć z czasem wszystko się zmienia. Wchodzi się w schematy: dom, mąż, dzieci, praca… Wszystko musi stać się poukładane i „normalne”. Shit, jak ja nie lubię tego słowa. Bardzo. To taki mój prywatny resentyment, zawleczka granatu, punkt zapalny do buntu. Pokoje mieszkalne zamiast kłębowiska brudnych ciuchów i notatek z wykładów zaczynają przypominać katalogowe obrazki: nowoczesna meblościanka z BRW czy innej Agaty, stoliczek, na środku storczyk, na serwetce – bo jak to tak, stolik bez serwety. Blaty wybłyszczone. I wszystko byłoby ok, nikomu nie można zabraniać własnych gustów, gdyby nie zapadanie w jeden przyjęty schemat z którego próbując się wychylić wystawiasz głowę pod społecznościowy topór. Każdy wie lepiej jak powinnaś i jak wygodniej będzie ci się mieszkać. Naprawdę każdy tylko nie ty. Łatwiej więc robić wnętrze pod kogoś. Pod czyjeś uwagi i gusta. Samemu czasem można zbyt mocno polecieć.
Go Green 01

Go Green 02

Go Green 03

Go Green 04

Go Green 05

Go Green 06

Chociaż naprawdę nadal nie widzę niczego nieodpowiedniego w „ombre walls” ani w uchwytach szafek zrobionych z starych łyżek. Ani w wiszących w kątach paprotkach. Sama w obecnym naszym mieszkaniu tu ówdzie pod sufitem różne pnącza podwieszam.
Go Green 07

Go Green 08

A mebelki, uchwyty, wannę na lwich łapkach, indyjskie miedziane donice i inne wiszące kurki-sznurki-pierdółki modelowałam sama zamiast robić kopiuj-wklej z darmowych bibliotek do 3d więc jestem z siebie umiarkowanie dumna.
Go Green 09

« Older Entries










Akcja: Nie kradnij zdjęć!


adopt your own virtual pet!