Dziki zwierz

Czerwiec29

Budzi się we mnie taka dzikość i agresja – im bardziej jeżdżę na rowerze. Taki dziki miejski zwierz. Próbuję maksymalnie podkręcić obroty, skrócić czas, wycisnąć z siebie jeszcze więcej. I trochę mi tęskno, przyznam szczerze za przebierankami. Zastanawiam się jak szybko oderwałam się od jeszcze niedawnych nawyków. Prawie że godzinna podróż do pracy trzęsącym na każdym zakręcie tramwajem przez całe miasto, obowiązkowo książka na drogę, długie zwiewne sukienki albo szarawary – miało klimat. Może trochę gdzieś mi tego brak.
Dziki zwierz 01

Nic to. Pocieszam się niezależnością od kapryśnych rozkładów jazdy i paradoksalnie też od pogody. Każdą chwilę „po cywilnemu” staram się wykorzystywać na noszenie się w mojej wcześniejszej stylówce. Stroję się jak na niedzielę, nawet mogę rzec.
Dziki zwierz 02

I mimo że na rowerze czuję się stuprocentowo jak kobieta. Nawet jeżdżąc w szerokich szortach do kolan, nawet próbując wycisnąć najszybszą możliwą dla mnie prędkość.
Dziki zwierz 03

W długich zwiewnych sukienkach byłoby nieporównywalnie łatwiej. Wiem to doskonale i czasem trochę tego mi szkoda.
Dziki zwierz 04

Alternatywy

Czerwiec22

Wspominałam ostatnio? Ba! Nawet z kilka razy z rzędu w poprzednich postach. Rzadko publikowanych, bo i okazji brak, ale zawsze jakieś zdjęcie i kilka słów się pojawiało. To skoro od kilku tygodni marudziłam wszem i wobec, nakręcałam się i przestawiałam myślenie na inne tory, to z powodu kończącego się urlopu mogę ciutkę pokazać. Tak odrobinkę. Tyci, tyci.
Alternatywy 01

Zdjęcia do tego wpisu zbierałam na trzy razy. No. Dokładnie na trzy. Na każdym tak samo ubrana. Ta sama fryzura. Wstyd i obciach, wciąż w tych samych ciuchach. To nie po blogersku. A przynajmniej na blogu szafiarskim – z założenia, nadal – nie przystoi.
Alternatywy 02

Nie dbam teraz o to. Ważne jest dla mnie coś innego. Liczą się kilometry w tą i spowrotem (zazwyczaj w drodze do pracy), czas, prędkości, statystyki.
Alternatywy 03

To miała być początkowo alternatywa dla spóźniania się wszędzie i niemal zawsze za pośrednictwem komunikacji miejskiej. Skończy się jako zaawansowana cykloza. Wiem to – skoro naszym wspólnym zajęciem z R jest obecnie romantyczne przeglądanie ofert w internecie z częściami i osprzętem tudzież komentowanie między sobą wpisów na forum tematycznym. Ponoć w dobrych związkach bywa i tak, zamiast wspólnych wyjść na festyn czy do kina, kolacji przy świecach. Równie dobrze może być kolacja z serwisowaniem i smarowaniem sprzętu w tle 😉
Alternatywy 04

posted under .UBIÓR, .WŁOSY | 2 Comments »

Sauté

Czerwiec9

Nie wypada mi nie bywać na własnym blogu całymi tygodniami. Jakoś tak myślę że skoro już zaczęłam te kilka lat temu go prowadzić mogłabym to robić regularnie. Jak niewiele rzeczy w moim życiu – niestety. Hobby wracają do mnie ciągami, po kilku miesiącach posuchy: boom! Wytargałam ze schowka rower mój i rower R. Wspominałam ostatnio też o poczynionych na nim modyfikacjach. I nagle po kilkunastu miesiącach w których nie przejawiałam żadnej determinacji w tym kierunku przewracam świat do góry nogami i stawiam wszystko na głowie. W bardzo rzadkich momentach kiedy nie pracuję, śpię, gotuję nam jedzenia i nie jestem na siodełku przypominam sobie jak to było. No, właśnie? To jak to było z założeniami? Etno ciuszki, biżuteria… tylko bez makijażu ostatnio się noszę. Taka kontra do zimowych miesięcy. Tak czysto, naturalnie. Sauté.
Saute 01

Piszą mi czasem na blogu, kiedy nie jestem usmarowana kosmetykami że brzydka jestem. Jestem, owszem, czasem nawet w środku. Plączą się we mnie szkaradne myśli. Ale kto by miał czas się tym przejmować. I po co skoro to nic nie zmieni.
Saute 02

Pozostawiam więc wszystko tak jak jest. A ostatnio sauté.
Saute 04

Saute 06

Saute 05

Don’t care

Czerwiec4

Złapałam się na tym że przestałam ostatnio odczuwać temperaturę na zewnątrz. Nawet nie zauważyłam jak nagle przyszła fala gorąca. No może odrobinę, jest mi trochę cieplej, swetry mogę odłożyć na półkę, w szafie wyszukuję rzeczy które przystoi nosić tylko latem. Może byłam taka zawsze, a może na fali ostatnich moich zajęć i aktywności przestało mnie sporo rzeczy obchodzić. Zapomniałabym prawie jak się maluje twarz, cieniuje oko i podkreśla jego łuki kreską gdyby nie ostatnie spotkanie ze znajomymi. A tak, na codzień, a kto by się przejmował. Przede wszystkim myślę praktycznie. No mejkap! …jeśli mam się spocić, pokatować i wszystko i tak mi z twarzy spłynie.
Don't care 01

Mówią że kobiety o siebie nie dbają, że zapuszczają się w związku, bo już nie trzeba. Zakładają byle co na siebie, byle było i wygląd nie ma dla nich większego znaczenia. Mówią różne rzeczy, ale ja… just don’t care 😉
Don't care 02

Don't care 03

… dla mnie ważniejsze są inne rzeczy. Zwłaszcza teraz
Don't care 04

Don't care 05

(A to jest właśnie moja stylówka na ulicę, w piżamach na zdjęciach nie chadzam.)

Duży dzieciak

Czerwiec1

Maj zakończył się obficie zwłaszcza w połączeniu z dniem dzieciaka. Torty, huczna impreza na dwie osoby, prezenty, między to wpleciona praca. Niestety. Nie mogę zawsze mieć siedemnastu lat i za jedyne sensowne zajęcie w życiu uznawać sufitowanie. Choć czuję się jak dzieciak – jak szesnastoletnie szczenię – czasem przypada mi ten zaszczyt siedzenia w naszej korpo w weekend.
Duży dzieciak 01

Imieniny w dzień świętej Joanny d’Arc świętowałam w biegu, z rozpędu i częściowo przedwcześnie – no bo prezenty nie chciały zaczekać. A właściwie R z niecierpliwością chciał zobaczyć moją reakcję.
Duży dzieciak 02

Mogłabym powiedzieć że zostałam obdarowana nieco alternatywnie. Cóż, zamiast ciuszków, biżuterii czy innych typowych podarków dla kobiet paka rurek i innego żelastwa 😉
Duży dzieciak 03

Zresztą popatrzcie. Nowa krótka kierownica, dłuższy mostek i komplet tarcz hamulcowych. Prezent idealny, a jakże! Jeszcze poskładanie tego wszystkiego, poskręcanie i regulacja w gratisie. Wow. Żyć, nie umierać.
Duży dzieciak 04

« Older Entries










Akcja: Nie kradnij zdjęć!


adopt your own virtual pet!